sobota, 23 stycznia 2010

Urlop dobiega końca.

Oczywiście nie odpoczywałam cały czas.
Dostałam ciekawe zlecenie, które może podreperować mój kulejący budżet. Niewielką część już przygotowałam.

Czytając archiwalne CA, trafiłam na wątek o adopcji. Nie, nie prawdziwej, a na odległość. Watoto. Zastanowiłam się poważnie nad tym i doszłam do wniosku że mogę zrezygnować z czegoś i choć trochę pomóc. TŻ pochwalił pomysł i się przyłączył. W poniedziałek wysyłam formularz.

Z małych sukcesów:):
Zrzuciłam 3 kg. Trzymam się diety, nie podjadam.

Postanowiłam wyrzucić wszystkie spodnie zaraz po ustąpieniu mrozów (dziś w ciągu dnia było -20) i ubierać się kobieco i kolorowo (w mojej szafie dominują ciemne kolory). Najbliżej mojego gustu są sukienki w stylu hippie, princeski i spódnice (tulipany, ołówkowe i wszystkie będące blisko ciała).

Wracam do nauki robienia na drutach. Bardzo kusi mnie amarantowy komin i rękawiczki jednopalczaste.

Wreszcie idealnie pomalowałam paznokcie. Wcześniej przy trzecim podejściu denerwowałam się i zmywałam wszystko. A teraz mam paznokcie w pięknym amarantowym odcieniu u rąk i stóp.
No a jeśli przy dbaniu o siebie jesteśmy zaraz zmykam upiększyć swoje rzęsy, dłonie i stopy:).

Udało mi się zdobyć książkę Browna 'Anioły i Demony'. Poprzednie dwie mnie wciągnęły ('Kod Leonarda Da Vinci' i 'Cyfrowa Twierdza'). Jak tylko zawinę się w parafinę zacznę ją czytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz