niedziela, 17 stycznia 2010

Tygodniowy urlop.

Nareszcie.
Chwila czasu żeby odetchnąć, choć przyznam, że swoją pracę (szefową też:)) lubię i będę za nią tęsknić:).

Moje mocne postanowienia noworoczne:
- powrót do czytania;
- regularne chodzenie na siłownię;
- polubienie herbaty;
- zdrowe odżywianie;

Dwa z nich udało mi się już wprowadzić w życie.
Herbaty nie da się niestety tak szybko polubić, a na siłownię wybieram się jutro.

Trochę o mim 'starym' życiu abyście zrozumieli:).

Wypijałam hektolitry pepsi tygodniowo.
Moje śniadanie składało się z suchych chrupiących bułek.
Oczywiście zanim zaczęłam pracować (4,5 mies temu) nie jadłam śniadań, ale dla świętego spokoju zaczęłam.
Nie jadłam też warzyw, owoców, mięsa (w tej ostatniej kwestii zdania nie zmienię, bo zupełnie mi nie smakuje).
Obiady? Co się nawinie. Czasem za obiad robiły kanapki, innym razem pizza czy chrunchipsy.
Kolacje jak wyżej.
Zero ruchu i godziny poświęcone ulubionej kafejce (skrót którym ją nazywam: 'CA') i wirtualnym znajomym.

Wspomniane wyżej nawyki starała się tępić moja szefowa, no i po czterech miesiącach przyniosło to pierwsze efekty:

Piję:
- maksymalnie litr pepsi dziennie (zazwyczaj 4-5);
- mnóstwo rosołu w kosteczkach knorra (bo lubię);
- przynajmniej pół szklanki zielonej herbaty (wydaje mi się najbardziej znośna ze wszystkich jakie wypróbowałam);

Jem:
- co najmniej jedną miseczkę sałatki dziennie;
- owoce wymieszane z jogurtem naturalnym (pycha!);
- warzywa;

Nie jem:
- mnóstwa zbędnych rzeczy, które uwielbiałam czytając CA;

Czytam:
- średnio trzy książki tygodniowo (nie jakieś cieniutkie, większość ma ponad 400 stron);

Zmieniłam fryzurę (krótkie włosy w odcieniu jasny czekoladowy brąz, wyczarowane przez Ewę (moją szefową)) i bardziej o siebie dbam (balsamy, kremy, parafina).

No i wreszcie jestem z siebie dumna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz